Potrzebowaliśmy z moją lubą pojechać dalej większym od corsy samochodem więc ruszyliśmy jej 306ką..
W drodze powrotnej usłyszałem jakiś metaliczny dźwięk zjechaliśmy na pobocze sprawdziłem silnik i wydech wszystko było ok.. Coś wspominała że jej gorzej hamuje więc zwaliłem na heble.. Po konkretniejszym kawałku metaliczny dzwięk znów nas dopadł.. Wyskoczyłem otwieram machę ii... Najpierw zobaczyłem wyciek spod korka, odkręciłem walnęło dużą ilością dymku od razu rzuciłem się na zbiorniczek wyrównawczy i wszystko było w normie więc od razu pomyślałem że wywaliło jakoś uszczelkę i nie myliłem się.. poświeciłem pod pokrywe zaworów no i co zobaczyłem? -Cały silnik upierdzielony olejem.. Dodaje na luzie gazu i tego dźwięku metalicznego nie ma.. ale na biegach daje nieźle.. Przejechaliśmy jeszcze mały kawałek by zostawić samochód w mądrym miejscu i słyszeliśmy jak tryska spod uszczelki po komorze..
No i co tam mogło wywalić?
Niby "zanjomy" mechanik robił rozrząd przed dorwaniem się mojej dziewczyny do Perzotki i pół rok jazdy i taki kwiatek?


